Odpowiednie dać rzeczy słowo*

Categories Znowu Dobroniak

Zastanawiam się skąd w ludziach jest takie pragnienie, żeby wyroki stawiać od razu, bez sprawdzenia faktów, bez potwierdzenia sytuacji? Ludzie siedzą przed ekranami komputerów i domagają się krwi.

Biały van rozbija się przy barierkach London Bridge. Wcześniej kierujący potrącił albo rozjechał kilkanaście osób spacerujących po moście. Brytyjskie media mówią o „wydarzeniu” używając słowa „incident”. To z kolei przez polską część Internetu odczytywane jest po pierwsze jako polskie słowo „incydent”, które z brytyjskim ma średnią konotację. Po drugie padają słowa o tym, że Brytyjczycy przez swoją poprawność polityczną nie nazywają rzeczy po imieniu. W podtekście, że to kolejny atak terrorystyczny.

Ja zastanawiam się nad tym, dlaczego niektórych moich rodaków tak boli, że media nie przesądzają o tym, co się wydarzyło? Ważne jest przecież, żeby po potwierdzeniu przez policję, że to atak, mówiono o tym wprost i nazywano rzecz po imieniu. Jakby od tego, że media użyją słowa „atak” albo „zamach” część z internautów przeżywała jakiego swojego rodzaju orgazm… Fala komentarzy jaka przelała się przez profile na Facebooku zaskoczyła mnie tak wielkim upraszczaniem spraw. Niestety upraszczanie nie odnosi się tylko do sprawy zamachu na London Bridge, ale do wielu innych spraw w życiu codziennym. Jednak nie o tym ten felieton.

Bardziej chciałbym skupić się na tym, że od jakiegoś czasu w języku polskim używa się słów, które wręcz są nadużywane. Które stanowią ostatni stopień gradacji, a postawione są do rzeczy zwykłych i potocznych. Potem nie ma już nic i na przykład słowo „masakra”, które w oryginalnym znaczeniu oznacza wydarzenie straszne, jest używane na przykład w kontekście tego, że jakiejś kobiecie rozmazała się szminka…

Polscy publicyści często nadużywają takich pojęć jak: tragedia czy zdemolować, które nijak mają się do rzeczywistości. Po nich zaczynają one funkcjonować w języku potocznym. Zastanawiam się jakiego słowa użyją, kiedy naprawdę wydarzy się jakaś tragedia albo coś rzeczywiście zostanie zdemolowane?

Znamienne jest, że ci, którzy na koszulkach noszą patriotyczne napisy i obrazy z językiem ojczystym są na bakier. Generalnie z całym językiem polskim, zasadami pisowni, ortografii, stylu. A przecież język ojczysty jest jednym z podstawowych elementów tożsamości narodowej. Nie rozumiem tego zjawiska i nie wiem, czy to element hipokryzji czy po prostu paradoks naszych czasów.

Chociaż być może nie. Już lata temu polski wieszcz poświęcił jeden ze swoich wierszy problemowi używania słów nieadekwatnych do rzeczywistości. Oznacza to, że problem nie jest nowy. Ale może warto by było go nazwać i usunąć z przestrzeni publicznej.

W jednym z komentarzy na Facebooku przeczytałem, że się czepiam, bo niektórzy są słabiej wykształceni… Ale czy to jest wytłumaczenie nieznajomości swojego języka ojczystego? W świecie wszechobecnego Internetu łatwo uzupełnić wiedzę w zakresie swojego języka.

Nie jestem wyrocznią językową i sam często wspieram się źródłami, które opracowali mądrzejsi ode mnie i które są powszechnie uznawane za wyznacznik językowy. Pisze tutaj o Słowniku Języka Polskiego chociażby. Jeżeli ja mogę, to inni chyba też? Jeśli komuś literki się plączą podczas czytania może też skorzystać ze strony na Facebooku „Ojczysty – dodaj do ulubionych”. Link pod felietonem. Polecam.

Ponad wszystkie wasze uroki –

Ty! poezjo, i ty, wymowo –

Jeden wiecznie będzie wysoki:

* * * * * * * * * * * * * * * *

Odpowiednie dać rzeczy słowo!*

 I to „nie ja mówię, [to] Norwid mówi.”**


*) Tytuł oraz zwrotka pochodzą z wiersza Cypriana Kamila Norwida pt. „Za wstęp (ogólniki)”.

**) Cytat pochodzi z serialu „Czterdziestolatek”. Wypowiadany jest w scenie w kurniku przez Janusza Gajosa w odcinku pt. „Z dala od ludzi czyli coś swojego” (1977).

 

Wiecej na: FB/JezykOjczysty